Jeżeli chodzi o czynnik pierwszy, czyli ogół norm społecznych, określających, jak się winien ubierać góral, aby w otoczeniu nie wywołać negatywnych postaw i nieprzychylnej oceny, grał oczywiście najważniejszą rolę. Zbójnik związany był ze swoim środowiskiem zbyt silnie, by mógł lekceważyć sobie jego zakazy i nakazy, zwyczaje i obyczaje. Tak więc i strój swój modelował według obowiązujących wzorów społecznych. Odchylenia mogły wchodzić w grę tylko takie, które otoczenie akceptowało.
Jeżeli chodzi o czynnik drugi to trzeba wiedzieć, że życie zbójnika cechowała duża ruchliwość przestrzenna. Dziś przebywał zbójnik w Polsce, jutro na Orawie, dziś brał udział w napadzie na zamek węgierskiego pana, by nazajutrz spaść jak jastrząb na dwór szlachcica polskiego i mknąc przed pościgiem harników na Żywiecczyznę. Wielość i różnorodność stosunków społecznych, w jakich zbójnik tkwił, prowadząc tak ruchliwy tryb życia, musiały mieć swój wpływ na jego strój. Działo się to w formie zapożyczeń tych czy innych szczegółów ubioru, głównie z Węgier.
Rozpatrując punkt trzeci nie zapominajmy, że zbójnicy w głównej swej masie to proletariat wiejski, często głodni i nieraz obdarci, przynajmniej w początkach swej kariery. Stąd wielu zbójników rozpoczyna swą działalność od napadu na kramarzy, kupców itp., głównie w celu zdobycia materiału na ubranie.
Jest historyczna racja w owej pieśni ludowej. Jeśli przywódcy band mieli jakieś zobowiązania wobec reszty zbójników, to łączyły się one z podziałem łupów, które w większości stanowiły „naturalia", to jest suknie, adamaszki, aksamity, obuwie, broń i wreszcie kosztowności. Baczyński i towarzysze napadają na krawca, spodziewając się u niego pieniędzy. Krawiec pieniędzy nie miał, więc świeżo upieczeni zbójnicy zabierają mu „trzy sukmany granatowe sukienne, nie poszyte i spodni dziesięcioro granatowych, nowych". Baczyński zostawia dla siebie „jedną suknię i jedną spodnię", resztę łupu sprzedaje na kredyt Kazimierzowi Kowalczykowi. Wojtek Klimczak z „familią zbójnicką" zażądał z kolei od hrabiego Sunnegha z Bielska m.in. dwóch sztuk czerwonego i dwóch zielonego sukna, kamień prochu i parę pistoletów. Mateusz Klimczak zrobił sobie pas „z podpierścienia do rzędu złocistego na konia". Sukniami zrabowanymi u pana Łodzyńskiego podzielili się zbójnicy. „Klimczakowi przypadła aksamitna, podszyta kitajką, którą popruł, aksamit dał na przechowanie a z kitajki kazał sobie uszyć koszule”. Bandzie Janosika krawiec Martynek z Jabłonkowa „szył kaboty".
Akta spraw złoczyńców miasta Żywca obfitują w szczegóły dotyczące przerabiania zdobytych części ubiorów szlacheckich na koszule, kurtki czy zbójnickie spodnie. Tak więc w wielu wypadkach strój zbójnika był wypadkową doraźnych potrzeb jak brak koszuli, spodni itp., oraz aktualnych możliwości, powstałych z podziału łupów.
Omawiając ostatni punkt przytoczmy Simplicissimusa węgierskiego, który napotkał w swojej wędrówce zbójników, którzy go zatrzymali i wiedli do swoich harnasiów.
Powiada on tak: „Nie śmiałem się zapytać, czy oni są zbójnikami, czy też hajdukami, ustanowionymi przez władze do łapania zbójników, bo co do ubioru nie widziałem między nimi żadnej różnicy, wszyscy bowiem mieli spodnie węgierskie i onucki". To całkowite upodobnienie się zbójników pod względem ubioru do hajduków, ich prześladowców, trudno wytłumaczyć samymi tylko zapożyczeniami. Sądzimy, że mogły tu grać pewną rolę względy taktyczne: strój hajduków zapewniał zbójnikom większe bezpieczeństwo osobiste i zwiększał moment zaskoczenia przy napadach. Napadnięci bowiem do ostatniej chwili sądzili, że mają do czynienia nie ze zbójnikami, lecz z hajdukami.
Jako nakrycie głowy służył zbójnikowi kapelusz góralski - bez ozdób lub przystrojony wstęgą. Harnasie zbójniccy Janek, Beyhus i Hawrań, z którymi zetknął się węgierski Simplicissimus, nosili pilśniowe kapelusze, dokoła których poprzyszywane były dwa rzędy dukatów, a z przodu i z tyłu wisiały różowe Noble, złote monety angielskie. Zamiast kapeluszy nosili również zbójnicy czapki lub kołpaki, rabowane na Węgrzech wojsku lub straży po dworach liptowskich i orawskich. Czapki te były zazwyczaj czerwone, ozdabiane piórami, lisim ogonem i zwisającą do tyłu kończystą szarfą. Koszule mieli zbójnicy krótkie, „sięgające po pępek", jak pisze Simplicissimus, z bardzo szerokimi rękawami. Maczali je oni w owczym łoju, następnie wykręcali i wystawiali na działanie dymu, dopóki nie sczerniały. Później zmywali je, by nie brudziły, i nosili je tak długo, aż się zdarły całkowicie. Koszule takie chroniły bardzo dobrze przed deszczem, nie przepuszczały wody i odpędzały robactwo. Spodnie były białe, z sukna, niezbyt obcisłe, zwane hołośniami. Czy modę cyfrowania spodni, jak tego chce Witkiewicz, a za nim inni, wprowadzili istotnie zbójnicy, to pytanie dla etnografów. Nosili również zbójnicy obcisłe spodnie czerwone, rabowane na Węgrzech hajdukom. Jako obuwie służyły im kierpce. Simplicissimus określa je jako „kawałek skóry na rzemieniach umocowany, aż ponad kostki, który oni sami sobie wyrabiają i w których z wielką łatwością nawet skakać mogą”. Zamiast kierpców nosili zbójnicy również buty. Na obrazie na szkle, przedstawiającym przyjęcie Surowca do towarzystwa, Janosik jest w butach - tak samo jak i Ondraszek i Juraszek na obrazie współczesnym, przedstawiającym zabicie Ondraszka przez Juraszka. Wierzchnim nakryciem był kaftan, cucha lub dolman. Nosili również zbójnicy skórzane torby juhaskie z frędzlami.
UBIÓR HETMANA ZBÓJNICKIEGO WYRÓŻNIAŁ SIĘ STROJNOŚCIĄ I BOGACTWEM. PRZYPADA ZRESZTĄ HETMANOWI NAJLEPSZA CZĘŚĆ ŁUPÓW.
Nie dbał zbójnik tyle o strój, ile o broń - rękojmię swobody, niezależności, siły i znaczenia. Główną częścią uzbrojenia była broń palna: rusznica, półhak, flinta, sztucer. pistolety pojawiają się w użyciu później. Uzbrojenia dopełniały nóż i siekierka (ciupaga). W użyciu był również czekan, tj. „długi, gruby kij z rączką. Jedna strona tej rączki jest ostrą siekierą, druga - hakiem. Poniżej rączki, składającej się z siekiery i haka, mieści się często jeszcze zamek od strzelby. Lufę do niej stanowi właśnie ów kij. Czekanem tym, dawszy z niego naprzód celny strzał do przeciwnika, potrafią górale zręcznie rzucać i rąbać. Według Simplicissimusa każdy zbójnik posiadał rusznicę, czekan i ciupagę za pasem.
Zbójnicy, których Klein często widywał, uzbrojeni byli w krótkie flinty lub sztucery, każdy miał prócz tego dwa pistolety, spiczasty nóż z rękojeścią wykładaną cisem i ciupagę lub bunkosz oraz zapas ołowiu i prochu. „Najniebezpieczniejsze było to – pisze Klein - że gdzie tylko oni wpadli, tam tańczyli i dokazywali z nabitymi strzelbami, które często wypalały im w rękach. Tak zdarzyło się u mnie w pokoju, gdzie zbójnicy poopierali strzelby o ścianę, a na skutek wstrząsów od tańców i skoków trzy z nich upadły i jednocześnie wypaliły..."
Przy pięknej pogodzie ćwiczyli się zbójnicy w strzelaniu do celu z pistoletów i strzelb. W proch i ołów byli zazwyczaj dobrze zaopatrzeni. Kule lali sami ze zrabowanych naczyń ołowianych i cynowych. Proch najczęściej kupowali za pieniądze w miastach za pośrednictwem ludności chłopskiej. Zresztą zaopatrywali się w proch w sposób dla siebie najdogodniejszy. Z Pamiętników Kleina dowiadujemy się, że w roku 1806 zbójnicy napadli na hutę zakopiańską, włamali się lo prochowni, zabrali znaczną ilość prochu wybuchowego, resztę zaś albo porozrzucali, albo rozdali między swoich zwolenników. Korzyść, jaką przyniosła im ta wyprawa, musiała być znaczna, skoro z radości pili i tańczyli w karczmie przez dwa dni i dwie noce, dopóki nie wyczerpał się zapas wódki.
Z bronią zbójnik nie rozstawał się nigdy, nawet we śnie. Udając się na spoczynek kładł strzelbę pod siebie. Zaskoczony we śnie przez harników uciekał nieraz w koszuli tylko, ale pistolety i flintę miał zawsze przy sobie. Nie strzegł tak pilnie zrabowanych skarbów jak broni, symbolu siły, znaczenia społecznego, równości ze szlachtą, która żyjącym w poddaństwie góralom zabraniała chodzić w pewnych wypadkach nawet z siekierkami, a broń palną konfiskowała broń w obawie, iż może się ona przeciwko niej obrócić. Rozstanie się z bronią nie było u zbójnika nigdy dobrowolne. Dlatego oznaczało ono koniec „zbójowania” i było zapowiedzią bliskiej śmierci.
Niektórzy zbójnicy dla niepoznaki przebierali się w strój dziadowski i chodzili od wsi do wsi po prośbie. Niejeden godził się na służbę u gazdy, by w ten sposób przetrwać do wiosny.
Strój zbójników stanowił kompozycję, na którą składał się z jednej strony pewien wybór elementów stroju ludowego (lub tylko detali tych elementów), z drugiej zaś wybór elementów (albo detali) pochodzących z odzieży obcej tradycji ludowej, zaczerpniętych z ludowego stroju innych grup etnograficznych lub zapożyczonych z odzieży nie ludowej.
Relacje o stroju zbójnickim zajmują stosunkowo dużo miejsca w literaturze dotyczącej zbójnictwa. Większość opracowań i wzmianek o zbójnikach zawiera mniej lub bardziej obszerne opisy tego stroju lub chociażby notatki o niektórych jego częściach. Dane te znajdujemy najczęściej w rozproszeniu, bądź też, co rzadziej, w oddzielnych rozdziałach. Nieliczne informacje o stroju zbójników odnaleźć można również w aktach sądowych. Obok materiałów pisanych wielu wiadomości dostarcza ikonografia. Odrębnym, niewątpliwie interesującym źródłem są materiały folklorystyczne. Zawierają one jednak szereg informacji zniekształconych przez chęć podkreślenia wspaniałości zbójnickiego ubioru. Najmniej zniekształceń zdają się zawierać materiały ikonograficzne. Wyjątkiem są tu ludowe obrazy o tematyce zbójnickiej, gdzie widoczne jest dążenie do upiększania stroju, co można uznać za przejaw zbójnickiego mitu.
Cechy odróżniające strój zbójników od stroju noszonego powszechnie przez mieszkańców wsi to:
- Przewaga elementów ludowego stroju odświętnego nad elementami ludowego stroju powszedniego
Strój zbójnicki stanowił kompozycję elementów ludowego stroju powszedniego, odświętnego i elementów obcych tradycji ludowej. Procentowo największy udział miały w tym stroju akcenty odświętne, na drugim miejscu znajdowały się elementy me ludowe, a wreszcie na trzecim odzieży powszedniej. Zdecydowana przewaga elementów odświętnych w stroju miała świadczyć między innymi o tym, że noszący go prowadził na co dzień taki tryb życia, jaki pozostali mieszkańcy wsi prowadzą jedynie w święta. Podkreślano przez to, że bogactwa zbójników było tak duże, iż nie musieli oni wykonywać codziennej ciężkiej pracy. Zamożność, której towarzyszyło życie bez pracy, miała z kolei świadczyć o sprycie, przedsiębiorczości i odwadze, które to cechy umożliwiały uprawianie rzemiosła zbójnickiego, a były cenione przez mieszkańców wsi karpackich.
Starzy gazdowie z Zakopanego mówili, że „zbójnicy nosili właściwy sobie strój czyli mundur”. Na głowie mieli kołpak z rzemienia pleciony i ozdobiony zieloną gałązką, a gdy możność pozwalała i dukatami. Nosili zwykłe, obcisłe spodnie góralskie bogato haftowane; dowódca nosił czerwone, a zwykli zbójnicy mieli białe spodnie. Zbójnicy używali zielonych koszul z bardzo szerokimi rękawami, jakie obecnie u juhasów często spotykamy. Przy brzegu jednego rękawa znajduje się guzik, przy brzegu drugiego pętelka. Gdy potrzeba rąk użyć, jak juhasy do dojenia owiec, a zbójnicy do napadu, obrony lub rabowania, rękawy zakładają się na kark i tu za pomocą pętelki i guzika spinają. Tym sposobem ręce zostają obnażone i zupełnie swobodne. Na obrazkach przedstawiają zbójników w ciżemkach, a nie w kierpcach, musieli więc w ten sposób nogi obuwać. Oprócz zwykłej odzieży góralskiej: serdaka i czuchy, do mundura należał pas skórzany z wieloma kieszonkami, prawie do pach sięgający, jaki do dziś dnia noszą juhasy niektórych okolic. Pas zbójecki odznaczał się wieloma pochwami do noży i olstrami do pistoletów. Uzbrojenie składało się z wielu noży o cisowych trzonkach, z ciupagi, pistoletów, strzelby, czasami nadto z olbrzymiej pałki. Zbójnicy musieli też miewać też pałasze.
- Brak elementów stroju ludowego o charakterze wyłącznie roboczym
Zbójnicy, jak wiadomo, nie tylko nie pracowali, ale wręcz uważali pracę, szczególnie na roli, za hańbę dla siebie. Z tej też przyczyny używane przez nich części odzieży powszedniej ozdabiano dodatkami noszonymi przy odzieży odświętnej. Miały one odmienić roboczy charakter tych elementów stroju.
- Brak zróżnicowania na strój powszedni i odświętny
Zbójnicy ubierali się tak samo na co dzień, jak w święto. Ponieważ pracę uważali za hańbę, unikali wszelkich oznak świadczących o wykonywaniu jakiegoś zajęcia, także i roboczego stroju. Stąd też strój zbójnicki miał zawsze charakter odświętny, a więc nie zachodziła konieczność posiadania dodatkowego ubioru paradnego. Również tryb życia (dla mieszkańców wsi możliwy jedynie w dni świąteczne: zabawy w karczmie, niewykonywanie pracy) powodował, że nie było potrzeby podkreślania osobnym strojem różnicy między dniem powszednim a świątecznym.
- Wykonywanie poszczególnych elementów stroju z lepszego gatunkowo materiału i bogatsze zdobienie niż w stroju ludowym
Demonstrowanie bogactwa, między innymi w stroju, miało świadczyć
o sprawności właściciela jako zbójnika. Bogactwo stało się jednym z podstawowych atrybutów zbójnika, stąd było przez niego podkreślane przy każdej okazji. Strój stwarzał jedną z najlepszych możliwości manifestowania zamożności. Według wielu relacji zbójnicy jako pierwsi zaczęli zdobić spodnie bogatym "haftem, haftować koszule. Także ozdoby, sporządzane zwykle z mosiądzu, wykonywali ze złota i srebra lub z monet. Młodzi parobcy z bogatych rodzin, a czasem też juhasi naśladowali to bogactwo zbójnickiego stroju, co było jednak potępiane z reguły przez mieszkańców wsi. Zjawisko to zanotował między innymi Stanisław Witkiewicz pisząc, że: Zbójnicy odznaczali się zamiłowaniem w zbytku, w bogatej odzieży [...]. Był czas, kiedy wszystkie cyfrowania na portkach, wszelkie sprzączki i ozdoby pasów i kapeluszy uważane były za oznaki zbójnictwa i gazda, który nie chciał synów na zbój puścić surowo zabraniał im tej elegancji w stroju.
- Brak zróżnicowania w stroju na grupy wieku
Mimo że rozpiętość wieku była u zbójników często bardzo duża, od młodych chłopców do dojrzałych mężczyzn, brak w stroju elementów podkreślających przynależność do określonej grupy wieku.
- Brak zróżnicowania w stroju ze względu na pozycję społeczną i rodzinną
Zbójnicy pochodzący z różnych grup społecznych, z rodzin o różnym stanie majątkowym, żonaci i kawalerowie ubierali się tak samo. Ogólnie w stroju zbójników przeważały elementy ubioru noszonego przez młodych, nieżonatych mężczyzn (np. okrycia wierzchnie narzucone na ramiona, a nie ubierane z wykorzystaniem rękawów) i juhasów (np. torby, koszule).
Z kolei jednak nie noszono takich elementów ubioru, jak ozdoby przy kapeluszu różne dla poszczególnych grup. Bogatszy, nieco inny strój nosił jedynie harnaś, i to nie zawsze. Ta jednolitość stroju z ewentualną, bardzo zresztą niewielką odmiennością w wypadku dowódcy, inspirowała wielu autorów, którzy w stroju zbójnickim dopatrywali się wręcz munduru zbójnickiego.
- Równolegle występowanie elementów stroju ludowego i nie ludowego
Elementy stroju nie ludowego to np. czerwone spodnie, kolorowe cienkie koszule oraz części nieraz bardzo różnej odzieży, zrabowane w czasie wypraw zbójnickich. Nie wszystkie jednak zdobyte drogą rabunku części odzieży były noszone przez zbójników. Ciekawe, że nie nosili oni strojów innych grup społecznych, np. mieszczan, szlachty, mimo że często byli w ich posiadaniu. Można to tłumaczyć między innymi tym, że były to zbyt wyraźne dowody działalności zbójnickiej. Równocześnie daje się zauważyć, że zdobyczne części odzieży służyły jedynie do upiększania i wzbogacania noszonego stroju ludowego.
JAK WYGLĄDAŁ DZIEŃ ZBÓJNIKA? JANOSIK JEST TEGO DOBRYM PRZYKŁADEM?

Zbójnicy żyli szybko, ryzykownie, dynamicznie. Chwytali dzień. Byli spontaniczni. Codziennie ryzykowali. To ryzyko ich podniecało. Zdawali sobie sprawę, że wszystko co dobre szybko się kończy. Co dziennie byli narażeni na niebezpieczeństwo, musieli się ukrywać, uciekać przed pościgami harników czy smolaków. Prowadzili burzliwe, rozrzutne, częstokroć sprośne ale zarazem ciekawe życie. Lubili się bawić, tańczyć, słuchać góralskiej muzyki, lubili dobrze zjeść. Prowadzili kontrowersyjne i pełne przemocy i walki życie. Zbójnicki żywot nie był usłany różami. Zbójnik wiedział, że prędzej czy później zawiśnie na haku za pośrednie źebro. Zbójnicy zabijali czas w różnoraki sposób. Grali w kości, grawerowali rękojeście swojej zbójnickiej broni. Szukali pożywienia, knuli w grupie nowe plany napadu na karawany kupieckie, odwiedzali koliby pasterskie, przeżywali miłosne uniesienia na wysokogórskich halach z juhaskami, góralkami. Albo też całymi dniami trzeźwieli po nocnych balangach.
PLAN ZBÓJNIKA NA DZIEŃ BYŁ NASTĘPUJĄCY:
- Wstać
- ograbić kogoś
- Przeżyć
- zabawić się
- Iść spać i nie dać się złapać!
ZBÓJNIK BYŁ ROMANTYKIEM? CZY ZBÓJNIK BYŁ NAMIĘTNY BIORĄC POD UWAGĘ DAWNE ZBÓJNICKIE PODBOJE MIŁOSNE, ILOŚĆ KOCHANEK, KTÓRE MIELI I ICH MIŁOSNE UNIESIENIA?
Czy zbójnicy byli romantykami. Nie sądzę. Byli żądnymi seksualnych wrażeń temperamentnymi facetami, którzy jak coś postanowi to zawsze dostawali. Zbójnicy mieli wiele kochanek. Zbójnik miał wielkie powodzenie wśród kobiet – podobnie jak James Bond! Zbójnik był egoistycznym, nafaszerowanym testosteronem samcem, co bardzo podobało się kobietom. Kobiety do tego czasu mają słabość do takich zbirów J
ZBÓJNIK TO TAKI TOWAR GÓRALSZCZYZNY? NIE JEST TROCHE PRZEREKLAMOWANY?
W pierwszych dziesięcioleciach XX wieku zbójnik stał się znakiem towarowym góralszczyzny. Był ideą, można było obsadzać go w różnych rolach: turystycznej atrakcji zabawiającej przyjezdnych na Krupówkach, lokalnego góralskiego bohatera pilnującego, aby nie zaginęła gwara i obyczaj przodków, chłopskiego radykała wałczącego o równość i wolność, wreszcie patrioty łączącego swą góralskość ze świadomie przeżywaną polskością.
Zbójnik kojarzy się z góralem, góralszczyzną, folklorem, górami, zabawą, alkoholem itp. łatwo było go przenieść na różnego rodzaju produkty – czy to piwo Harnaś, czy zbójnicki ser (bo zbójnicy zajadali się owczym serem), czy zbójnicki boczek albo zbójnicki chleb. Zbójnik ładnie wygląda na malunku na szkle, czy jako rzeźba. Zbójnik to coś nieodgadnionego, tajemniczego, mistycznego.
Czy zbójnik jest przereklamowanym produktem góralszczyzny. Nie sądzę.
Z doświadczenia wiem, że wszystko co wiąże się ze zbójnikami rewelacyjnie się sprzedaje! To ta zbójnicka magia działa jak magnes! Ludzie kupią wszystko co jest związane ze zbójnikiem! Dlaczego – tego nie potrafię państwu powiedzieć ale tak po prostu jest! To jest ta karpacka tajemnica, którą każdy z nas nosi głęboko w sercu i nie potrafi się od tego uwolnić! Zbójnik potrafi potężnie oddziaływać na naszą podświadomość!
Zbójnik to największy polski wyróżnik turystyczny! Zbójnik to potężna siła która za niedługo będzie generować potężny ruch turystyczny nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami! Zbójnik to klucz do sukcesu – byle by tylko nie zrobić z tego kiczu! Choć zbójnicki kicz też by się sprzedawał! Jestem tego pewien!
CZY PODCZAS WĘRRÓWKI ZBÓJNICKIM SZLAKIEM BĘDZIEMY MOGLI ZJEŚĆ COŚ TEŻ ZBÓJNICKIEGO?
TAK! Jestem w trakcie typowania karczm, hoteli i pensjonatów, które spełniają moje kryteria odnośnie obsługi zorganizowanego ruchu turystycznego.
W kilkudziesięciu firmowych lokalach, które znajdą się na SZLAKU ZBÓJNIKÓW KARPACKICH będą serwowane zbójnickie specjały, według mojego przepisu. Sygnowane logotypem Zbójnickiego Szlaku. W wybranych karczmach regionalnych będzie podawany grzaniec zbójnicki, kluski zbójnickie, gulasz zbójnicki, kotlet po zbójnicku, kotlety baranie na sposób zbójnicki, kurczak po zbojnicku, pierogi zbójnickie, placek zbója Proćpoka, pyzy zbójnickie, rulony wołowe zbójnickie, sałatki zbójnickie, szaszłyki i zapiekanki zbójnickie, zbójnickie drinki i wiele innych smakołyków!
CHCIAŁBYM Z PANEM ROBERTEM MAKŁOWICZEM UGOTOWAĆ RÓWNIEŻ BARANINĘ W SŁODKIM MLEKU Z SZAFRANEM I Z CZOSNKIEM! TO BYŁ ULUBIONY PRZYSMAK ZBÓJNIKÓW! MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ TO UDA, ZWŁASZCZA, ŻE JESTEM JUŻ PO WSTĘPNYCH ROZMOWACH Z PANEM ROBERTEM.
JAKIE SĄ ZBÓJNICKIE PRZYSMAKI?
Do najbardziej charakterystycznych potraw zbójnickiego jadłospisu należało tzw. zbójnickie mięso tj. specjalnie przyrządzone mięso baranie.
Na brak jadła i napoju nie mogli zbójnicy na ogół się uskarżać. Podstawowym ich pożywieniem był ser owczy i baranina. Za napój służyło im mleko lub żętyca. Zbójnicy mieli specjalny sposób przyrządzania mięsa. Zabitą owcę, zwykle najtłustszą, rozcinali na dwie części i ze wszystkim, tj. z wątrobą, płucami, czysto wymytymi wnętrznościami gotowali w kotle na słodkim mleku z dodaniem pół kwarty masła na dwie owce. Po godzinnym gotowaniu w mleku mięso było już dostatecznie miękkie i zdatne do jedzenia. Smak jego był przyjemny, nieco słodkawy. Ten sposób gotowania mięsa był praktykowany przez zbójników już w XVII w. Podróżnik węgierski pisze, że zbójnicy „warzyli mięso na mleku zamiast na wodzie, z różnymi korzeniami i szafranem albo też je piekli". Jeszcze w wieku XIX zbójnicy stosowali ten sposób, jak to wynika z opisu Kleina, który uganiał się za zbójnikami w Tatrach i na Podhalu, który tak przyrządzone mięso nazywa „mięsem zbójnickim". „Rosołu — pisze Klein — jedli bardzo mało. Smarowali nim rzemienie a także koszule. Gdy byli w dobrym humorze, dzielili się mięsem z juhasami, ci jednak musieli im usługiwać i słuchać ich rozkazów".
Zbójnicy byli ostrożni w spożywaniu posiłków (dopóty nie jedli i nie pili, póki nie spróbował poczęstunku gospodarz). Po udanych napadach zbójeckich urządzali uczty z tańcami i popisami sprawności strzeleckiej. W biesiadach połączonych z piciem gorzałki zwykle nie uczestniczył harnaś i jeden ze zbójników wyznaczony do roli strażnika.
SŁYNNE BYŁY TEŻ BIESIADY OCZYWIŚCIE… CZEGO NIE MOGŁO ZABRAKNĄĆ?
Na pewno na zbójnickich biesiadach na polanach pasterskich nie mogło zabraknąć jadła i napitku – zbójnickiej okowitki, palenki, słodkiego wina z Tokaju, sera owczego, mięsiwa, dobrego towarzystwa, kobiet, muzyki. Rano nie mogło zabraknąć żentycy – czyli serwatki z mlaka owczego, która była doskonałym antidotum na kaca! Czasami zdarzało się, że zbójnicy porywali ze wsi jakiegoś grajka, który przez jakiś czas przygrywał zbójnikom podczas uroczystych biesiad w górskich kryjówkach. Taki los spotkał harnasia ze skrzypkami – jak się o nim mówi - Bartusia Obrochtę.
Ciekawostką jest chociażby fakt nazewnictwa niektórych nazw topograficznych w górach. W Beskidzie Żywieckim mamy górę Pilsko, (nazwa wywodzi się od tego że na tej potężnej górze zbójnicy często urzadzali libacje, harce i swawole – zbójnicy na tej górze pili zbójnicką okowitkę – stąd nazwa Pilsko. Kolejnym przykładem jest góra Tanecznik, która obecnie nazywa się Romanką. Górę nazywali ludzie tanecznikiem od tańców zbójników na halach tego wyniosłego masywu górskiego.
MIELI TEŻ SZCZEGÓLNY SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA MIĘSA..JAKI?
Zbójnicy mieli specjalny sposób przyrządzania mięsa. Zabitą owcę, zwykle najtłustszą, rozcinali na dwie części i ze wszystkim, tj. z wątrobą, płucami, czysto wymytymi wnętrznościami gotowali w kotle na słodkim mleku z dodaniem pół kwarty masła na dwie owce. Po godzinnym gotowaniu w mleku mięso było już dostatecznie miękkie i zdatne do jedzenia. Smak jego był przyjemny, nieco słodkawy. Ten sposób gotowania mięsa był praktykowany przez zbójników już w XVII w. Podróżnik węgierski pisze, że zbójnicy „warzyli mięso na mleku zamiast na wodzie, z różnymi korzeniami i szafranem albo też je piekli". Jeszcze w wieku XIX zbójnicy stosowali ten sposób, jak to wynika z opisu Kleina, który uganiał się za zbójnikami w Tatrach i na Podhalu, który tak przyrządzone mięso nazywa „mięsem zbójnickim". „Rosołu — pisze Klein — jedli bardzo mało. Smarowali nim rzemienie a także koszule. Gdy byli w dobrym humorze, dzielili się mięsem z juhasami, ci jednak musieli im usługiwać i słuchać ich rozkazów".
CO SZCZEGÓLNEGO JADALI W OKRESIE ŚWIĄTECZNYM, NOWOROCZNYM?
Przypuszczam, że zbójnicy w okresie świątecznym, noworocznym spożywali to co było do zjedzenia. Okres zimy był okresem wegetacji dla zbójnika. Nie zbójowało się zimą.
Na przeszkodzie w zbójowaniu stały:
- surowy klimat zimowy w górach,
- łatwość wytropienia zbójników po śladach na śniegu,
- trudności w zdobyciu pożywienia po spędzeniu owiec z szałasów w doliny,
W lecie było zupełnie inaczej. Obfitość pożywienia (z kłusownictwa, grabieży na halach i szałasach) oraz możność ukrycia się w zakamarkach leśnych i rozpadlinach skalnych zachęcały wprost do pójścia na zbój.
Najczęściej zbójnicy zimowali w obcych wsiach, odległych od miejsca działania kompanii zbójnickiej; często zbójnicy najmowali się jako parobcy do pracy u zamożnych gospodarzy, niekiedy wędrowali w przebraniu dziadów, a sporadycznie spędzali zimę u swoich kochanek (frajerek). Prawie nigdy nie zimowali w rodzinnym domu - miejscu najbardziej narażonym na wizyty żandarmów.
Trzeba było ten czas przeczekać.
Rozchodząc się, zbójnicy ustalali sobie czas i miejsce zbiórki na rok przyszły. Początek i koniec zbójowania w ciągu roku łączył się z rozwijaniem i opadaniem liści bukowych. Buk był dla zbójników jak gdyby zegarem. Gdy buki zaczynały pokrywać się młodą i delikatna zieleniną, sezon zbójecki należało uważać za rozpoczęty.
Myślę, ze zbójnik nie miał wyjścia i musiał jeść to co gospodarze mu dali, może to była owsiana bryja z mlekiem, a jak się zbójnikowi poszczęściło to może udało mu się zjeść mięso baranie, nieraz przymaszczone borsuczym lub niedźwiedzim sadłem.
WIEM NATOMIAST JAK WYGLĄDAŁO POŻYWIENIE ZBÓJNIKÓW LATEM, CZY WCZESNĄ JESIENIĄ.
Rodzaj spożywanych potraw, sposób ich przyrządzania i konsumpcji był rezultatem określonych warunków bytowania zbójników, tak więc inaczej odżywiano się w czasie pobytu w górach (pochody, ukrywanie się itp.), inaczej przebywając we wsi (ukrywanie się, zimowanie, udział w uroczystościach, jak np. wesela itp.), inaczej znów w miejscach publicznych (karczmy, jarmarki itp.).
Do najczęściej zabieranych ze wsi produktów spożywczych należały: mąka na kluskę i bryję w woreczku z płótna, sól zawinięta w kawałek lnianej szmatki, placki owsiane (moskalicki) lub kukurydziane (Karpaty Wschodnie), czasem kawałek owczego sera, a nawet kilka pieczonych ziemniaków, kawałek wędzonego lub, co rzadziej, pieczonego mięsa, trochę masła lub smalcu w drewnianej łągiewce. Te zapasy żywności wraz z kubkiem i łyżką noszono w przewieszonej przez ramię torbie. Z reguły przed planowaną wyprawą lub wobec konieczności ucieczki w góry zbójnicy zaopatrywali się też w wódkę lub wino. Do przechowywania tych płynów używali drewnianych manierek lub flaszek. Manierki noszono najczęściej przewieszone przez ramię na rzemyku lub przypięte do torby.
W wypadku dłuższych postojów w jednym miejscu zastawiano sidła, wybierano jaja z gniazd, łapano ryby. Wybierano też miód dzikich pszczół, zbierano jagody, grzyby, orzechy leszczynowe i bukowe, korzenie słodkiej paproci, szczaw.
W czasie przebywania w górach żywności dostarczały zbójnikom także hale wypasowe. Szałasy stanowiły często bazy zbójników, gdzie urządzali oni dłuższe postoje i gdzie się ukrywali. Pożywienie ich nie różniło się wówczas od pożywienia pasterzy. W czasie szybkich przemarszów zbójnicy otrzymywali z przychylnych sobie szałasów sery, bryndzę, żętycę, nieraz barana lub owcę i z reguły wraz z bacą i juhasami urządzali ucztę.
Posiłki przyrządzano zazwyczaj raz dziennie, najczęściej wieczorem na ognisku, w ciągu dnia spożywając suchy prowiant i znalezione po drodze płody leśne. Przyrządzaniem posiłku zajmowali się wszyscy wspólnie, z wyjątkiem harnasia, który nie brał w tym udziału.
Mięso upolowanych zwierząt pieczono nad ogniskiem - nabijano niewielkie kawałki na koniec noża i tak opiekano w ogniu lub pieczono całą sztukę na drewnianym rożnie. Ryby pieczono nabite na patyk lub koniec noża. Jaja ptaków spożywano surowe lub, jak relacjonują najstarsi informatorzy, zagrzebywano je w gorącym popiele i w ten sposób pieczono.
Do gotowania tych potraw zbójnicy używali często żelaznego kotlika, który nosili ze sobą. Był to niewielki 3, 4 - litrowy baniasty kociołek z dwoma uchwytami przy wylewie, o które można było zaczepiać łańcuszek do powieszenia nad ogniem.
ZBÓJNICY MIELI JAKIEŚ NIETYPOWE ZWYCZAJE PRZY STOLE?
Oj tak mieli! Obok podstawowej funkcji pożywienia, jaką było zaspokajanie głodu, w wypadku grup zbójników istniała też funkcja utrwalania i podkreślania więzi społecznej. Funkcja ta wyrażała się przede wszystkim we wspólnym przyrządzaniu i spożywaniu potraw. Zbójnicy musieli stanowić grupę o silnej więzi. Wymagały tego między innymi sytuacje, w jakich znajdowali się na co dzień, gdzie od solidarności całej grupy zależało życie jej członków.
Zbójnicy zachowywali przy jedzeniu daleko idącą ostrożność. Nie brali do ust ani jadła, ani napoju, dopóki inni ludzie tego nie pokosztowali, a sami dopiero po upływie jednej godziny zasiadali do jedzenia.
Interesujące jest również, że zbójnicy mieli swoje noże, łyżki i kubki i używali ich wszędzie, nawet tam, gdzie była zastawa, np. w karczmach. Można przypuszczać, że powodem było tu przyzwyczajenie do przedmiotów codziennego użytku lub chęć zaimponowania bogactwem (noże i kubki często były bardzo drogie, bogato zdobione), albo że chodziło, być może, podobnie jak w wypadku przyrządzania potraw, o bezpieczeństwo, tj. zabezpieczenie się przed otruciem czy uśpieniem.
CZY DZIŚ SIĘ JESZCZE JE GDZIEŚ PRZYRZĄDZA?
Tak, jest kilka takich miejsc, karczm. Wiele przepisów na zbójnickie jadło znajduje się również na mojej stronie www.zbojnickiszlak.pl Wiele z tych zbójnickich receptur stosowanych jest do tego czasu przez gaździny i pewnie sobie z tego nie zdają sprawy, że wykorzystują XVII i XVIII wieczne zbójnickie przepisy kulinarne.
JAKA JEST PANA ULUBIONA POTRAWA?
Uwielbiam jagnięcinę.
JAKIE LUDZIE MAJA NAJCZĘŚCIEJ WYOBRAŻENIE O ZBÓJNIKACH?
Ludzie mają pozytywne wyobrażenie o zbójnikach. Generalnie niewiele wiedzą. Dlatego stworzyłem największy na świecie portal o zbójnictwie www.zbojnickiszlak.pl Aby ludzie poznali prawdę o zbójnikach. Ludzie wiedzą co nieco o tematyce zbójnictwa, ale jedno co jest pewne to to, że temat zbójnictwa zawsze wywołuje pozytywny uśmiech i pozytywne skojarzenia wśród ludzi. Na tym można zbudować sukces! Ludziom miesza się poezja XX lecia międzywojennego, z mitem, z faktami historycznymi. Mówią że Janosik był Polakiem,a był Słowakiem. Nigdy w Tatrach naszych nie przebywał, a ludzie myslą, ze to właśnie skalne Podhale było miejscem jego grasowania! Dzięki Zbójnickimu szlakowi ta wiedza na pewno się skrystalizuje.
GDZIE JEST GRANICA MIĘDZY PRAWDĄ HISTORYCZNĄ A MITEM, LEGENDĄ?
Zbójnictwo stało się jednym z wiodących tematów folkloru, na jego kanwie zrodził się interesujący zbójnicki mit, nawiązujący do starych struktur indoeuropejskich mitów bohaterskich, w których obok starożytnych herosów znalazł swe miejsce król Artur i jego rycerze. Mitem zbójnickim rządzą te same prawa, pojawiają się w nim te same schematy: szlachetność, siła, walka z niesprawiedliwością, a nawet miłość i zdrada kobiety. Wreszcie mit ten, jak żaden inny element kultury ludowej Karpat, stał się motywem, który na stałe wszedł w kulturę elitarną - powieść, poezję, muzykę, plastykę. Być może u źródeł jego popularności zbójnickiego mitu leży odwieczne dążenie człowieka do wyrównania krzywd, zwalczania niesprawiedliwości, przeciwstawiania siły i bogactwa słabości i biedzie.
Mit taki wybiela bohatera - zbójnika, przemilcza wszystko, co nie godzi się z jego wyobrażeniem (legendy nie mówią o wielkiej brutalności zbójników, o tym, że nadużywali alkoholu, ze zabijali ludzi), z czasem zaciera się granica pomiędzy legendą a rzeczywistością. Z takim procesem mamy do czynienia przede wszystkim w wypadku zbójnictwa i trudno dziś ustalić, gdzie kończy się prawda, a zaczyna uformowana przez procesy kulturowe legenda.
CZY POTRZEBUJEMY DZIŚ ZBÓJNIKÓW?
Myślę, że świat jest na tyle pojemny, że przyjmie i zbójników. Ja myślę, że zbójnicy byli, są i będą. Tylko ewaluowali trochę, unowocześnili się i się wycwanili. Świat dzięki zbójnikom był bardziej kolorowy, bardziej urozmaicony. Zbójnictwo to swoisty fenomen kulturowy. Ale potrzebujemy dzisiaj tych dobrych i prawych zbójników, bo na dzień dzisiejszy mamy wielu rabusiów i zbójców. A ta nazwa ma wyjątkowo negatywny wydźwięk. Zbójnik a zbójca, czy rozbójnik to nie to samo!
CZY MOŻEMY DZIŚ MÓWIĆ O MODZIE NA GÓRALSZCZYZNĘ?
Jak najbardziej TAK! Góralszczyzna była, jest i będzie modna. Góry mają swoją magię, swoją tajemnicę, która powoduje, że ludzie w góralach upatrują serdeczności, szczerości, otwartości, patriotyzmu, prawdy. Góralszczyzna to taki skarbiec polskiej kultury, sztuki. Proszę zauważyć, że wszystkie najważniejsze rzeczy na Ziemi wydarzyły się w górach! Góry Ararat, Góra Oliwna, Góra Synaj. Zbójnictwo również przydarzyło się w górach! To znaczy że ma ono ponadczasową i nieokreśloną wartość!
DLACZEGO TAKI SZLAK MA SZANSĘ NA SUKCES?
Jestem przekonany, że SZLAK ZBÓJNIKÓW KARPACKICH odniesie sukces! To byłby sukces polskiej turystyki!
TEJ SZANSY NIE MOŻNA ZMARNOWAĆ!
Międzynarodowy Szlak Zbójników Karpackich jest nowoczesnym i oryginalnym sieciowym produktem turystycznym, który ukończony jest już w 70%. NAD SZLAKIEM ZBÓJNIKÓW KARPACKICH honorowy patronat objęło wydawnictwo BEZDROŻA! CHCIAŁBYM RAZEM Z BEZDROŻAMI WYDAĆ PO SZLAKU PRZEWODNIK. Sieciowy produkt turystyczny to nic innego jak gotowa do sprzedaży spakietyzowana oferta, opierająca się o rozproszoną strukturę podmiotów, atrakcji, miejsc, punktów obsługi, obiektów, funkcjonująca jako jedna spójna koncepcja posiadająca wspólny, wiodący silny wyróżnik (markę) produktu. Tym oryginalnym wyróżnikiem jest zbójnicki mit. Mit bardzo głęboko i pozytywnie zakorzeniony w społeczeństwie nie tylko polskim, ale i słowackim, czeskim, ukraińskim i rumuńskim. Szlak Zbójników Karpackich jest produktem bazującym przede wszystkim na regionalizmie, góralszczyźnie, folklorze, karpackim dziedzictwie narodowym pięciu krajów.
SZLAK ZBÓJNIKÓW KARPACKICH powstał dla usystematyzowania wiadomości o zbójnictwie, które do tego czasu były bardzo chaotyczne i nieprecyzyjne. Idea przewodnia, która towarzyszyła mi przy wyznaczaniu szlaku była związana z pokazaniem unikatowego rdzenia kultury i tradycji krajów, które zlokalizowane są na łuku Karpat. Zbójnictwo to magia, to tajemnica, która w najbliższym czasie zacznie generować potężny ruch turystyczny zarówno w Polsce jak i w pozostałych krajach które wyeksponowałem tworząc zbójnicki szlak. Zbójnictwo ludowe to także bardzo chwytliwy medialnie wyróżnik Polski na tle innych krajów, który powinien być wykorzystany w promocji Polski przez Polską Organizację Turystyki na arenie międzynarodowej. Polska była miejscem największego nasilenia zbójnictwa karpackiego w XVI, XVII i XVIII wieku.
Miejsca na SZLAKU ZBÓJNIKÓW KARPACKICH stanowią wielkie bogactwo regionów karpackich. Oddają jego specyfikę i określają kulturową tożsamość. Ich unikatowość i autentyczność sprawia, że są integralną częścią europejskiego dziedzictwa kulturowego.
Ze względu zarówno na walory krajobrazowe, czystość środowiska, architekturę drewnianą, sakralną, jak i mozaikę etniczną, region karpacki posiada bardzo wysoki potencjał turystyczny.
Szlak Zbójników Karpackich jest drugim po Szlaku Zabytków Techniki tak ambitnym projektem na polskiej arenie turystycznej. Szlak Zbójników Karpackich to tematyczny, pieszo - samochodowy szlak turystyczny o zasięgu międzynarodowym, obejmujący obiekty przyrodnicze i antropogeniczne związane z dziedzictwem kulturalnym regionu karpackiego. Tworzy go około 600 miejsc związanych z tradycją zbójnicką, opryszkowską i hajdamacką. Szlak obejmuje miejsca legendarnego ukrycia zbójnickich skarbów, zbójnickie zamczyska, skanseny architektury ludowej, przydrożne zapomniane kapliczki o zbójnickiej tradycji, izby pracy twórczej, zabytki architektury sakralnej, Parki Narodowe, Parki Krajobrazowe.
Intencją autora zbójnickiego projektu jest zbudowanie, w oparciu o najważniejsze i najciekawsze pod względem walorów historycznych i architektonicznych obiekty w Karpatach, markowego produktu turystycznego. Docelowo Szlak ZBÓJNIKÓW KARPACKICH ma stać się najbardziej interesującą trasą turystyczną w Europie.
KOGO PRZYCIĄGNIE TAKI SZLAK?
Liczę na turystów rodzimych, na rodziny z dziećmi, na klienta korporacyjnego, a także na turystów z UKRAINY, CZECH, SŁOWACJI I WĘGIER, NIEMIEC I WIELKIEJ BRYTANII. Najbardziej jednak chciałbym aby szlak zbójników karpackich przyciągnął klienta z Chin, Korei i Japonii. Ten klient to klient przyszłości, dysponujący dużą gotówką i zostający u nas na kilka lub kilkanaście dni.
- «« Poprzedni
- Następny